Swinton ucieleśnia Pasoliniego
Embodying
Pasolini to wspólne przedsięwzięcie szkockiej aktorki Tildy
Swinton i francuskiego historyka sztuki i kuratora Oliviera Sailliarda.
Bohaterami ich głośnego projektu są włoski reżyser filmowy Pier Paolo Pasolini
oraz stale współpracujący z nim kostiumograf Danilo Donati. Performans jest
próbą ożywienia kostiumów, które Donati stworzył do filmów Pasoliniego.
Nieaktorskie
środki artystyczne zostały w tej „żywej wystawie”, jak nazwali ją twórcy, ograniczone
do minimum. Skromną scenografię stanowi kilka stołów i ograniczony rozłożonym
na podłodze papierem wybieg. Światło jest białobłękitne. Fragmenty dialogowe są
krótkie. Pod tym względem zwraca uwagę scena dokumentacji kostiumu, kiedy
Swinton i Saillard rozmawiają ze sobą. Uzmysławia ona, że identyfikacja i opis
kostiumu to oddzielny rodzaj sztuki, który może sprawić kłopot nawet wytrawnym
specjalistom.
Jakie
jest aktorstwo w opisywanym performansie? W Embodying Pasolini Tilda
Swinton nie gra, a jest na scenie. Aktorka próbuje nawiązywać relacje z
kostiumami. Poza tym głośno ogłasza do kogo należały wcześniej, i do jakiego filmu zostały stworzone.
Publiczność nie gubi się dzięki temu w materii zdarzenia. Kostiumy są barwne,
często inkrustowane drogimi kamieniami. Zapewne ciężkie w noszeniu.
Telewidzowie ten ciężar odczuwają
szczególnie w segmencie poświęconym Dekameronowi, kiedy Swinton
wnosi kostiumy do przestrzeni gry.
Na
samym początku przebiegu Embodying Pasolini nie posiada klasycznie
rozumianej ścieżki dźwiękowej. Jego audiosferę tworzy szelest papieru z pudeł, w których przechowywane są eksponaty.
Poza tym słychać ludzkie kroki, a także
odgłosy miasta, które przebijają się przez ściany miejsca gry. Muzyka pojawia się w tym performansie dość
późno, w drugiej części wydarzenia. Mniej więcej od prezentacji kostiumów z Dekameronu,
Kwiatu tysiąca i jednej nocy i Opowieści kanterberyjskich i nawiązuje do
tych filmów. Performans kończy się ostatnim chronologicznie filmem Pasoliniego,
Salò, czyli 120 dni Sodomy, w którym m.in. wykorzystano muzykę Fryderyka
Chopina. Działania Tildy Swinton w tym fragmencie najbardziej przypominają
balet.
Próba
wyróżnienia słabych i mocnych stron retransmisji tego performansu stawia opór. Było
to wydarzenie jednorazowe, jednak z pewnością ważne. Niezbyt często zdarza się
bowiem, że Polskę odwiedzają ze swoją sztuką wybitni zagraniczni aktorzy, prezentujący
swój kunszt na wzór koncertujących wykonawców muzyki. Przyjemność z tego
zdarzenia na pewno czerpali miłośnicy kina Pasoliniego i Tildy Swinton. Widz,
który nie należy do żadnej z tych grup, jeśli podszedł do poniedziałkowej premiery
w Teatrze Telewizji TVP z życzliwością, mógł wynieść z niej zainteresowanie twórczością
włoskiego reżysera.
Źródło ilustracji:
https://www.facebook.com/teatrtelewizji/posts/pfbid0wJWqCzih2oHt2SRZEqqjJqvu4RH9no8J8y3etcmpch9vGvymb5hixbCbxCs6UyVQl
Komentarze
Prześlij komentarz