Muzyka wzmacnia relacje
Wysokie i niskie tony to nowy film Emmanuela Courcola znanego polskiej publiczności choćby z komediodramatu Komedianci debiutanci z 2020 roku, opartego na podobnym pomyśle łączenia różnych grup społecznych i prób rozwiązania ich problemów przez kulturę i sztukę. W Komediantach debiutantach tym środkiem był teatr, jako przestrzeń wolności dla więźniów, w Wysokich i niskich tonach jest to muzyka w robotniczym mieście na północy Francji w likwidowanej fabryce. W obu filmach, a szczególnie w Wysokich i niskich tonach wyczuwalne są ambicje dramatu społecznego. Jednak głównym tematem nowego filmu Courcola są relacje rodzinne. Dwaj rozdzieleni w dzieciństwie bracia dowiadują się o swoim istnieniu, kiedy jeden z nich, chory na białaczkę słynny dyrygent Thibaut (w tej roli Benjamin Lavernhe) szuka dawcy szpiku. Jego odnaleziony brat Jimmy (w tej roli Pierre Lottin) okazuje się uzdolnionym puzonistą w marszowej orkiestrze prowincjonalnego miasta.
Wysokie i niskie tony wpisują się, z zachowaniem proporcji, w tradycję kina francuskiego. Wątek dwóch braci, którzy odnawiają/tworzą relację na tle nieuleczalnej choroby jednego z nich, pojawia się w filmie Jego brat Patrice’a Chéreau. Z filmu Chéreau zapamiętałam ostatnią scenę, kiedy chory Thomas (Bruno Todeschini) powoli zanurza się w morzu. Podobny gest wykonuje w Wysokich i niskich tonach Thibaut, choć nie jest to oczywiście dosłowny cytat.
Aktorsko zdecydowanie ciekawszą rolę spośród dwóch braci zbudował Pierre Lottin, jako Jimmy, z zainteresowaniem obserwowałam jego odkrywanie talentu muzycznego. Walorem tej postaci jest też połączenie złości i sportowej ambicji.
Centralnym elementem filmu jest muzyka. Autorem oryginalnej ścieżki dźwiękowej jest francuski kompozytor armeńskiego pochodzenia Michel Petrossian, który ma niewielkie doświadczenie w tworzeniu muzyki filmowej. Jednakże ważniejsze są utwory innych kompozytorów, wpisane w przebieg akcji filmu, szczególnie Boléro Maurice'a Ravela i marsz tryumfalny z Aidy Giuseppe Verdiego. Takie składniki filmu jak montaż ( autor: Guerric Catala) i zdjęcia, za które odpowiadał Maxence Lemonnier wydają się jednak słabo zsynchronizowane z muzyką.
Bardzo dużo w tym filmie dzieje się w przestrzeni poza kadrem, przez co widz ma wrażenie, że pewne rzeczy dzieją się dramaturgicznie za szybko, jak znalezienie dawcy szpiku i jednocześnie rodzonego brata. Te skróty na początku mogą trochę irytować, ale zabieg ten jest do wybaczenia w finale, który dzięki temu zrywa z przewidywalnością. Warto ten film zobaczyć dla jego zakończenia. Bohaterom w finałowym koncercie w sali filharmonii udaje się stworzyć wspólnotę między wykonawcami a publicznością, która udziela się również widzom w kinie.
Źródło ilustracji: Filmweb
Komentarze
Prześlij komentarz